Porady Jacka – ręczny serwis.

1. Prawdy i mity o serwisowaniu (ręcznym) nart

a. Podejście narciarzy-amatorów do serwisowania

Obserwuję od dobrych paru lat, że coraz więcej ludzi chce serwisować narty, wie po co to robi, wie że to jest zupełnie inna przyjemność z jazdy, gdy narty są dobrze przygotowane.

Coraz więcej narciarzy-amatorów startuje w zawodach amatorskich, szukają oni możliwości treningu podobnego do treningu profesjonalnego, wynajmują niejednokrotnie zawodowych trenerów i jadą z nimi trenować w Alpy. Mam dużo klientów z Warszawy i innych dużych miast, którzy ścigają się w Zakopanem i okolicach „na tyczkach”, w zawodach amatorskich i serwisują u mnie narty. Cieszy mnie to, nie tylko dlatego, że mam więcej pracy, ale też dlatego, że fajnie jest jak ktoś ma hobby, w którym chce się doskonalić.

Dawniej sytuacja wyglądała inaczej: spotykałem ludzi zamożnych, którzy kupując narty np. za 3 tys. złotych twierdzili, że po co je serwisować , po co je smarować, po co ostrzyć krawędzie, skoro tyle dali za narty. Klient uważał, że skoro tak drogo zapłacił za narty, to już nic nie trzeba przy nich robić. Ja zawsze tłumaczyłem klientom, że jak Pan czy Pani kupi auto w salonie to wykonuje się tzw. serwis zerowy i zanim Pana czy Panią wypuszczą z salonu na drogę to auto idzie na podnośnik i jeszcze pewne są rzeczy sprawdzane i regulowane.

Podobnie jest z nartami: im lepsze narty się kupi, tym bardziej te narty trzeba zaserwisować, zrobić tak zwany tuning nart, czyli polepszenie ich właściwości jezdnych poprzez odpowiednie kąty krawędzi, poprzez odpowiedni smar i natłuszczenie ślizgów.

Niektórzy narciarze-amatorzy dawniej a i teraz również „boją się” smarowania: proszę mi tylko nie smarować nart, bo ja nie chcę szybko jeździć! . To nie jest prawda, nie dlatego smarujemy narty, żeby szybko jeździć, tylko dlatego, że narta nasmarowana jest po prostu łatwiejsza do jazdy i każdą ewolucję: ześlizgu czy skrętu łatwiej się wykonuje na nartach posmarowanych.

b. Czy wykonuje się serwis nowych nart?

W nowych nartach robi się tzw. serwis zerowy zwłaszcza dla dobrych, ambitnych narciarzy.

Klienci, kupując narty, wiedzą coraz częściej, że trzeba je zaserwisować: zrobić tak zwany serwis zerowy, lub co najmniej po kilku dniach jazdy oddać narty do serwisu czy to maszynowego czy to ręcznego.

Nowa narta wychodząc z produkcji nie zawsze ma kąty dokładnie takie jak potrzebujemy, często ma ślady po maszynie, która tę krawędź obrabiała w fabryce. Tak więc powinno się krawędź zeszlifować, powiedzmy: 0,5 stopnia od strony ślizgu i w granicach 88 stopni od strony bocznej.

Nowa narta w sklepie ma ślizg pokryty mgiełką smaru. Jest to mieszanina smaru z różnymi zanieczyszczeniami, bo jak narty wychodzą z produkcji, to na końcu przechodzą przez wałek filcowy, lekko podgrzany i połączony ze zbiornikiem smaru. Wałek się obraca, pobiera trochę tego smaru i nakłada na nartę i w efekcie narta się pięknie błyszczy.

Mgiełka tego smaru jest na narcie, i teraz jak się tego smaru nie ściągnie przed serwisem zerowym nowej narty, to on zostaje na pilniku, a pilnik natłuszczony szybciej się zużywa. Potem robimy serwis krawędzi od spodu nart i z boku.

c. Jak często serwisować narty ?

Czy częste serwisowanie zużywa krawędzie?

Szybkie zużywanie krawędzi w skutek częstego serwisowania nart to mit, jest dokładnie odwrotnie: im częściej serwisujemy narty, tym mniejsze jest zużycie krawędzi.

Dla przykładu, zawodnicze narty serwisuje się codziennie. Ja serwisuję narty wielu narciarzom-amatorom, którzy ścigają się w amatorskich zawodach i trenują do tych zawodów, i po roku nie ma takiego ubytku krawędzi, żeby naocznie to można było stwierdzić. Ponieważ, jeżeli narciarz przynosi mi nowe narty, i ja mu robię takie kąty jakie trzeba, szlifuję te narty tak jak trzeba ręcznie, to potem wystarczy, że codziennie czy co drugi dzień pilnikiem tzw. diamentowym to zrównam i narta jest jak brzytwa. Pilnik diamentowy nie „struga” krawędzi, w związku z czym nie ma ubytku krawędzi. I teraz jeżeli ja tak robię co kilka dni, co drugi dzień czy codziennie, a co dziesięć dni czy co miesiąc sprawdzam kąty krawędzi, lub je lekko zmieniam, to raptem przez cały sezon narta przechodzi 4-5 razy przez taki grubszy serwis, a tak to jest to codziennie czy co drugi dzień „głaskanie” narty, kosmetyka narty. I w ten sposób po sezonie, właściciel sam nie stwierdzi „na oko”, że ma cieńszą krawędź i że trzeba narty wymieniać.

Natomiast jak się zaniedba narty i są takie ubytki w krawędziach, że jakby chcieć je całkiem zlikwidować to trzeba dać je na maszynę i ta maszyna musi zeszlifować pół milimetra czy trzy czwarte milimetra krawędzi, no to dwa takie serwisy i jest po nartach.

d. Plusy serwisowania ręcznego

Podstawowe plusy ręcznego serwisowania nart to możliwość precyzyjnego przystosowania nart do naszych potrzeb, możliwość praktycznie codziennego serwisu, i nasza niezależność, jeśli robimy to sami.

Serwis ręczny pozwala nam testować różne warianty kątów od spodu nart i bocznych, dokonywać drobnych modyfikacji i metodą prób i błędów szukać najlepszej kombinacji dla nas.

Jeśli robimy to sami to stajemy się w pełni niezależni: sami możemy własnym serwisem doskonalić własną jazdę.

Nie bez znaczenia jest tez aspekt finansowy, poza pierwszą inwestycją w sprzęt, późniejsze koszty własnego serwisowania nart są zdecydowanie konkurencyjne w porównaniu do serwisu zewnętrznego, komercyjnego.

e. Jak rozpoznać dobry punkt serwisu ręcznego?

Trudno ocenić jaka może być jakość ręcznego serwisu w komercyjnym punkcie serwisowym, bo to w dużej mierze zależy od tego, kto będzie moje narty serwisował: czy uczeń czy mistrz. Tak jak w serwisie samochodowym, nie wiemy kto będzie serwisował nasze auto: czy ktoś, kto np. w serwisie Renault pracuje już 10 lat czy zaledwie od miesiąca. Tak samo jest tutaj, trudno o to dokładnie wypytać, trudno to sprawdzić jakkolwiek nie jest to niemożliwe.

Po pierwsze sprawdzamy: czy ten ktoś ma przyrządy do serwisu ręcznego, czy ma wszystkie kątowniki, czy te kątowniki nie są wyślizgane, niestarte, bo jak kątownik jest wyślizgany to „nie trzyma kąta”. Sprawdzamy, czy są to kątowniki, które trzymają pilnik na zasadzie klipsa, czy są to kątowniki profesjonalne, które trzymają pilnik, bo go skręcamy śrubą albo w inny sposób, ale tak, aby pilnik był z tym kątownikiem sztywno połączony.

Swego czasu Holmekol kamerą amatorską udowodnił, jak się zachowuje kątownik z klipsem: przy naciskaniu narty pilnik zmieniał kąt w stosunku do kątownika no i narta była ostrzona różnie w różnych miejscach na różne, przypadkowe kąty.

Dobry serwis ręczny ma wszystkie narzędzia od takiego specjalnego pazura, poprzez kątownik od spodu, kątownik z boku, które wyglądają, że są używane, ale które nie wyglądają przedpotopowo i są to przyrządy dobrych, znanych firm: Holmenkol, Toko itp.

Prawdę mówiąc, aby móc rzeczywiście ocenić jakość danego serwisu ręcznego, trzeba samemu umieć serwisować ręcznie narty. Wtedy możemy łatwo ocenić narzędzia w danym serwisie, a obserwując przez chwilę pracę serwismenów, jakość ich serwisu. Gdy już dobrze znamy się na serwisowaniu nart to dźwięk pilnika, szlifującego narty w pomieszczeniu obok powie nam wszystko o jakości tego serwisu.

f. Serwis ręczny a maszynowy.

Konkurują ze sobą czy się uzupełniają?

Serwis ręczny i maszynowy przede wszystkim się uzupełniają i aby doskonale przygotować narty wykorzystujemy jeden i drugi.

W przypadku nart zawodniczych na maszynie robi się tzw. planing czyli idealne wyrównanie ślizgu narty, a następnie nakłada się maszynowo odpowiednią tzw. strukturę. Planning jest robiony przez maszynę, która drobną warstewkę ślizgu zdziera, szlifuje i w efekcie ślizg jest idealnie równy. Teraz narta idzie na inną maszynę, która kamieniem diamentowym wycina odpowiednie, różne rowki czyli nakłada strukturę.

Robi się różne struktury zależnie od tego czy to są slalomowe narty, czy gigantowi. Ponadto robi się indywidualną strukturę pod ciężar zawodnika, pod rodzaj śniegu i temperaturę. Pozostałą część serwisu wykonuje się głównie ręcznie. Podobnie postępujemy z nartami amatorów startujących w zawodach czy po prostu ambitnych narciarzy rekreacyjnych.

Zdewastowanych nart nie da się zrobić ręcznie, musi być wykorzystany serwis maszynowy. Po każdym serwisie maszynowym, możemy ręcznie dopieścić narty, aby uzyskać ich doskonałe przygotowanie.

Poza planingiem i strukturami, cała obróbka krawędzi, cała obróbka ślizgu może być ręczna.

Jeśli chcemy serwisować narty często, bardzo precyzyjnie albo po prostu robić to samodzielnie to wykorzystujemy głównie serwis ręczny.

2. Jak serwisować samemu narty? Rady praktyka.

a. Jak wygląda i ile kosztuje zestaw narzędzi i materiałów do serwisowania ręcznego nart ?

Standardowy zestaw to kątownik do ostrzenia narty od spodu, kątownik do ostrzenia z boku, specjalny pazur do przygotowania krawędzi bocznej do ostrzenia, pilniki do kątowników i żelazko. To tego dochodzą drobniejsze narzędzia jak pilnik diamentowy, cyklina, szczotki i materiały: najważniejsze to woski ale warto mieć również np. zmywacze.

Co do kosztów, to jeżeli chodzi o prawdziwe serwisowanie nart w domu, to cena za komplet waha się od kilkudzisięciu złotych nawet do kilkuset złotych. Skąd taka duża rozpiętość cen. No bo jest, przykładowo, żelazko z termostatem ręcznym, ale też jest żelazko z termostatem elektronicznym. Czym się różnią?

Żeby wyjaśnić różnicę trzeba powiedzieć o pewnych niuansach: w sporcie zawodniczym przegrzanie smaru lub niedogrzanie smaru o 5 stopni wpływa negatywnie o 0,20-0,35% na poślizg narty. W przypadku termostatu ręcznego w żelazku, jeśli rozgrzeje się żelazko do 100 stopni, i przyłoży smar do tego żelazka, to ono traci od razu temperaturę; podobnie traci temperaturę, gdy przyłoży się to żelazko do zimnej narty, na którą smar jest już nakapany. Traci temperaturę nawet o 10 stopni, nim ją odzyska to smar jest już rozsmarowany po całej narcie. Elektroniczne żelazko traci temperaturę w takich sytuacjach maks. o 2 stopnie w tym momencie nie ma to znaczenia – i odzyskuje ją w ciągu już drugiego 20-cenymetrowego pociągnięcia, w trakcie gdy się rozsmarowuje smar. Żelazko elektroniczne to wydatek ok. 550 złotych, żelazko zwykłe ok. 180 złotych.

Imadła profesjonalne kosztują ok.500 złotych, imadła które zdadzą egzamin dla ambitnego narciarza-amatora kosztują ok.280 złotych. Wszystko zależy z której półki wybierzemy przyrząd. Wszystkie przyrządy, z pilnikami włącznie, z żelazkiem i ze smarami zestaw, który nam wystarczy, aby przygotować narty na codzienny trening amatorski, czy codzienną jazdę dla przyjemności kosztuje kilkaset złotych.

Są też przyrządy tak małe, że można je sobie wziąć do kieszeni na stok, i którymi można sobie polepszyć ostrość krawędzi w czasie przerwy. Jest to np. taki przyrządzik ze zmiennym kątem z małym pilniczkiem diamentowym.

b. Czy warto samemu serwisować sobie narty?

Jeśli jeździmy dużo, a przede wszystkim jeśli chcemy jeździć coraz lepiej to warto. Umiejętność samodzielnego, ręcznego serwisowania nart daje nam dwa istotne benefity: po pierwsze jest to możliwość przygotowania nart „pod siebie”, po drugie (ale jest to powiązane z punktem pierwszym) to możliwość eksperymentowania, poszukiwania metodą prób i błędów takich kątów od spodu, z boku, sposobów smarowania i kombinacji tych elementów, które będą najlepsze dla naszej budowy ciała, techniki, preferencji itd.

Dodatkowe argumenty to prawie całkowita niezależność od serwisów zewnętrznych no i aspekt finansowy jeśli dużo jeździmy i jeździmy do tego często większa grupą, to się po prostu opłaca.

c. Serwis ręczny nart: krok po kroku

Kolejność serwisu ręcznego jest następująca:

1. Przygotowujemy narty do serwisu, czyścimy z grubsza, spinamy skistopery (służą do tego specjalne gumki, lub jakiś nasz własny patent)

2. Ostrzymy krawędzie nart od spodu

3. Ostrzymy krawędzie nart z boku

4. Pilnikiem diamentowym wyrównujemy krawędzie (opcjonalne)

5. Stępiamy czubki i piętki gumką z opiłkami metalu

6. Zalewamy drobne ubytki w ślizgu (jeśli jest taka potrzeba)

7. Smarujemy ślizg, cyklinujemy i szczotkujemy

d. Na jakie kąty ostrzymy narty i dlaczego?

Kąty na jakie ostrzymy narty zależą od naszych umiejętności, a także od dyscypliny narciarskiej czy rodzaju nart. Zacznijmy od umiejętności wychodząc od średnio jeżdżącego amatora.

I tak średnio jeżdżący amator ostrzy narty z boku na 88 stopni, lub lepiej można to określić na kąt w przedziale od 89 do 87 stopni. Im bardziej agresywnie jeżdżący amator, czy też już zawodnik tym ten kąt jest mniejszy: zawodnicy ostrzą narty z boku na kąt 86-87 stopni, a Bode Miller testował nawet kąt 85 stopni.

Kąt boczny 88 czy 89 stopni jest przeznaczony dla uczącej się młodzieży, dla średniozaawansowanych dorosłych i to jest właściwie standard. O ile kąt boczny jest stały na całej długości nart, o tyle z kątem od dołu możemy robić różne modyfikacje, to znaczy na czubach nart pierwsze 20 cm możemy podciąć na kąt 1 stopnia, cały środek narty jej talię – na 0,5 stopnia, i tył znowu możemy podciąć na 1 stopień.

Co wtedy uzyskuje średnio jeżdżący narciarz? W związku z tym, że on jeszcze niejednokrotnie traci równowagę w początkowej fazie skrętu, czy w końcowej fazie skrętu, lub ciągnie skręt nieregularnie, to jemu to podcięcie na przodach i tyłach ułatwia jazdę. Na przodach dlaczego? Dlatego, że jak złoży narty na krawędzie to jeżeli większy kąt podcięcia od strony ślizgu jest na 20 cm od dziobu to narta łagodniej wchodzi w skręt. Jest to dla kogoś, kto jeszcze nieco słabiej jeździ, ułatwienie rozpoczęcia skrętu.

Jeżeli z tyłu tak samo podetniemy 15 czy 20 cm od piętki o 1 stopień a nie 0,5 stopnia, to tak samo ta narta ze skrętu wychodzi łagodniej, narciarz się nie męczy, narty nie wyjeżdżają spod niego, on ich nie musi doganiać, nie męczy nóg itd. Narta jedzie w skręcie troszeczkę w ześlizgu, no ale o to chodzi średnio zaawansowanemu. Więc my poprzez przygotowanie narty ułatwiamy mu rozpoczęcie skrętu, ułatwiamy mu koniec skrętu, ułatwiamy mu pociągnięcie środkowej fazy skrętu. Narta naostrzona na 0,5 stopnia w tali i 1 stopień na przodach i tyłach jest dla średnio zaawansowanego nartą przyjazną.

Te zasady dotyczą nart do jazdy po przygotowanych stokach. Freestylowcy sami niszczą krawędzie, wręcz je zaokrąglają, bo jeżdżą po railach i na „tępych” nartach jest im po prostu łatwiej.

Narty freeridowe, na których się jeździ po puszystym śniegu, serwisuje się mniej, bo komu na puszysty śnieg potrzebna jest krawędź; tam kąty krawędzi w sumie nie mają nawet sensu, więc serwisowanie takiej narty jest rzadsze.

Kąt od spodu łączy się kątem z boku dając całkowitą ostrość narty i nie warto z tym przesadzać. Narta naostrzona na nadmiernie ostry kąt na twardym, stromym stoku może np. szybciej wpadać w drgania, niekorzystne podczas skrętu. Czyli zamiast ciągnąć łuk i nadawać zawodnikowi poprzez jego technikę przyspieszenia w skręcie, narta będzie niestabilna i będzie drgała. I przez tę niestabilność, szczególnie ktoś słabszy technicznie będzie tracił a nie zyskiwał, będzie się koncentrował na utrzymaniu równowagi a nie na jeździe i uzyskiwaniu szybkości.

e. Ostrzenie krawędzi od spodu. Jak to robić?

Mocujemy nartę w imadłach, ślizgiem do góry.

Przed ostrzeniem najlepiej zmyć ślizg i krawędź specjalnym zmywaczem a co najmniej wytrzeć szmatką.

Mocujemy pilnik w kątowniku, nastawiamy żądany kąt: dla średnio zaawansowanego amatora powinno to być 0,5 stopnia.

Kilkoma (dwoma, trzema) długimi, jednostajnymi ruchami przeciągamy kątownik wzdłuż krawędzi (strzałka na pilniku pokazuje nam kierunek ruchu) mocno, z jednakową siłą dociskając go do krawędzi.

Zmieniamy kąt na 1 stopień (pamiętając o oczyszczeniu pilnika metalową szczotką co kilka pociągnięć, (jeśli np. ostrzymy większą ilość nart), odmierzamy 15-20 cm krawędzi odpowiednio od dziobów i od piętek (możemy zaznaczyć odpowiednie punkty kredą czy mazakiem) i ponownie dwoma-trzema równymi pociągnięciami ostrzymy te odcinki krawędzi.

f. Ostrzenie krawędzi z boku. Jak to robić?

Narty mocujemy w imadłach bokiem, jedną krawędzią do góry.

Ostrzenie zaczynamy od przygotowania krawędzi bocznej do ostrzenia, czyli od jej odsłonięcia . Służy do tego specjalny nożyk tzw. pazur, który ścina przy krawędzi bocznej nadmiar materiału czyli plastiku, a w niektórych nartach również blachy duralowej, która znajduje się miedzy krawędzią a rdzeniem narty. Dlaczego musimy to zedrzeć? Po to, żeby potem pilnik przeznaczony do ostrzenia ostrzył tylko samą krawędź a nie plastik, czy blachę, bo wtedy pilnik drga, i ostrzy nierówno. Mało tego pilnik się szybciej zużywa. Na nożu jest regulacja wysokości, regulacja głębokości i regulacja kąta. Po to ustawiamy te parametry, że jak chcemy naostrzyć narty np. na 86 stopni, to najpierw musimy odpowiednio zebrać ten plastik, bo jak go nie ściągniemy to będziemy jeździć pilnikiem po plastiku, a nie po krawędzi.

Mocujemy pilnik w kątowniku i ustawiamy odpowiedni kąt – dla średnio zaawansowanego będzie to 88 lub 89 stopni. Ostrzymy krawędź dwoma-trzema długimi, równomiernymi pociągnięciami (strzałka na pilniku wskazuje nam kierunek ruchu), równo i mocno dociskając pilnik do krawędzi.

Jak mamy krawędź już naostrzoną, to bierzemy pilniczek diamentowy i tym pilniczkiem diamentowym szlifujemy krawędź od strony ślizgu i od strony bocznej (również po 2-3 równe, długie pociągnięcia). Co daje nam pilniczek diamentowy Wygładza krawędzie i zmniejsza ich nadmierną agresywność i w efekcie powoduje, że krawędź jest jednocześnie ostra, ale i przyjazna do pracy narty na śniegu.

Na koniec możemy specjalną gumką z opiłkami metalu lekko przytępić narty na czubach i na piętkach (po 10-15 cm z każdej strony).

Przykładowy film – szukaj pod hasłem: Rennpräparation  Film

g. Smarowanie nart. Jak to robić?

Przed smarowaniem czyścimy nartę szczotką metalową; możemy ją też przetrzeć specjalną szmatką fiber. Po ostrzeniu warto nartę zmyć służą do tego różnego rodzaju zmywacze. Mogą to być ogólne zmywacze lub też dużo bardziej wyrafinowane jak na przykład zmywacze w technologii nano-CFC: one zmywają tylko fluorowe smary (stąd nazwa CFC) a smary bazowe pozostają w narcie

Jak narta jest przygotowana: i wyszczotkowana i wyczyszczona, to przystępujemy do smarowania. Włączamy żelazko, nastawiając je na odpowiednią temperaturę dla danego smaru.

Czekamy aż żelazko uzyska żądaną temperaturę. Kierując żelazko dzióbkiem w dół (jednym z czterech) i przykładając smar do żelazka, nakapujemy na nartę odpowiednią ilość smaru. Pilnujemy, aby nie nakapać go za mało bo jeśli miedzy żelazkiem a ślizgiem jest za mało smaru, to może nastąpić przywarcie żelazka do ślizgu narty i przegrzanie ślizgu.

Następnie, najpierw ruchami w tył w przód, krótkimi, po 20 cm, rozprowadzamy smar po całej narcie a potem jednym jednostajnym ruchem robimy idealnie cienką warstwę, regularnie rozprowadzoną na całej długości narty.

Jeżeli jesteśmy początkującymi serwismenami, lub dla pewności, możemy dać specjalną szmatkę pomiędzy smar a żelazko i kładąc żelazko na tej szmatce prowadzić żelazko po narcie. Szmatka nam daje to, że idealnie cienką warstwę smaru rozprowadzamy po całej narcie i gwarantuje, że nie nastąpi niebezpieczne dla narty przegrzanie ślizgu. Jak już rozprowadzimy smar po narcie to potem ciągnąc żelazko jednostajnie, wolno już po narcie, żeby nie przegrzać ślizgu podkładamy wspomnianą szmatkę.

Teraz odstawiamy narty na co najmniej 30-40 minut, aby smar wniknął w zolę.

Po tym czasie przystępujemy do usuwania nadmiaru smaru z narty, bo smar ma zostać tylko w zoli, utwardzić ją, ale nie może być smaru na narcie. Bo jak jest smar na narcie to narta jest spowolniona. Dlatego smar się cyklinuje, zdziera specjalną, najczęściej plastikową cykliną.

Następnie przy pomocy szczotek otwieramy struktury (przygotowane maszynowo nacięcia na zoli). Najczęściej używa się do tego tzw. szczotki kierunkowej, ale w zależności od rodzaju smaru i struktury, powinno się używać różnych szczotek.

h. Duże uszkodzenia nart. Co z nimi robić?

Oczywiście sposób postępowania zależy od rodzaju uszkodzenia. Jeśli uszkodzenie w ogóle się nadaje do tego, żeby je naprawić, zalać, to w zależności od wielkości i ilości uszkodzeń można to zrobić ręcznie bądź maszynowo (w serwisach maszynowych są specjalne maszyny-zalewarki)

Narty, które mają więcej uszkodzeń, łatwiej, szybciej i taniej dla Klienta jest, żeby ktoś zalał to maszynowo. Powiedzmy, że ktoś ma 50 rysek na całym ślizgu jednej narty – jak ktoś się zacznie z tym bawić ręcznie, to wiadomo, że to będzie trwać długo i będzie więcej kosztować. W serwisie maszynowym ubytki zalewa specjalna zalewarka, za tą zalewarką przeważnie idzie cykliniarka, która ściąga nadwyżkę materiału, potem narta idzie na kolejną maszynę, na planing, na zrobienie struktury i na końcu właściwie wygląda jak nowa narta.

Jeżeli jest uszkodzona krawędź, ale nie jest urwana, ani nie jest wyrwana, tak że ma uwypuklenie na zewnątrz, to sposób naprawy również zależy od tego w ilu miejscach ta naprawa jest wymagana. Jeżeli trzeba to zrobić na jednym czy na dwóch odcinakach krawędzi to można to zrobić ręcznie. Służą do tego specjalne kamienie oksydowe, którymi ręcznie trzeba zeszlifować uszkodzony fragment krawędzi, trzeba ten fragment jakby rozhartować. Dlaczego? Dlatego, że gdy jadący 50 km/godz. i ważący 80 kg narciarz uderzy krawędzią narty o kamień, to w tym momencie ten fragment krawędzi „hartuje się” na zupełnie inną twardość, której pilniki skonstruowane do ostrzenia nart nie mogą „złapać”, ślizgają się po niej. Więc trzeba ten odcinek krawędzi najpierw rozhartować i zeszlifować, wyrównać; służą do tego specjalne kamienie oksydowe. Szlifujemy krawędź zarówno od strony ślizgu jak i od strony bocznej i po takim wyszlifowaniu tym kamieniem i rozhartowaniu, pilnik do ostrzenia krawędzi już” łapie” krawędź, więc ją ostrzymy i sprawa jest załatwiona. Jeżeli mamy krawędzie tak zniszczone, że jak przejedziemy palcem od dziobu narty do piętki, to wszędzie czujemy zadziory i to niemałe, no to pozostaje tylko maszyna.

Naprawa krawędzi i zoli

Jacek Nikliński